Zaznacz stronę

Potrzebna cała wioska, aby wychować dziecko… 

W dobie wszechobecnego internetu, teoretycznie nieograniczonych możliwości komunikacji i określenia świata mianem „wioski globalnej” okazuje się, że macierzyństwo bardzo często wpędza nas w pułapkę indywidualizmu. Matki XXI wieku – świetnie przygotowane merytorycznie do rodzicielstwa, oczytane w parentingowych blogach i licznych psychologicznych poradnikach, wyposażone w udogodnienia, o których jeszcze 40 lat temu można było tylko pomarzyć (jednorazowe pieluchy, perfekcyjne w obsłudze wózki, bogaty wybór gotowych dań dla niemowląt i inne gadżety, mniej lub bardziej niezbędne) – w sferze emocjonalnej i kwestii mierzenia się z codziennymi pragmatycznymi wyzwaniami często pozostają bezradne. Skazane na samotność, samodzielność, nieprzyzwyczajone do proszenia o pomoc. 

Zaplecze pomocy rodzinnej (rodzice, babcie, ciocie), składające się na naturalną wspólnotę wspierającą młodą mamę, bywa ograniczone – zwłaszcza w dużych miastach. Składa się na to wiele czynników: częstsze migracje między miastami (lub do dużych miast), aktywność zawodowa rodziców lub zbyt podeszły wiek. Z kolei lokalne wspólnoty sąsiedzkie – ekwiwalenty wspomnianej “wioski” – pozostają wspólnotami głównie na papierze – łączy nas wspólny adres, spółdzielnia mieszkaniowa, ewentualnie równoległe korzystanie z okolicznej infrastruktury (plac zabaw, boisko, osiedlowe sklepy). Stosunkowo rzadko dochodzi do spontanicznego zawiązania głębszych znajomości, mimo, że posiadanie dziecka w zbliżonym wieku jest potencjalnie dobrym do tego pretekstem.

 

Ankieta

Blisko 25% uczestniczek przeprowadzonej przez nas ankiety dla mam (wrzesień 2019) – w większości kobiet między 23 a 33 rokiem życia, posiadających przynajmniej jedno dziecko w wieku poniżej roku – deklaruje, że nie ma wsparcia od innych i samodzielnie radzi sobie z codziennymi obowiązkami. Jeszcze liczniejsza grupa (31%) ocenia otrzymywane wsparcie jako umiarkowane. Jednocześnie 18,3% z nich przyznaje się do złego samopoczucia, co w dużej mierze może wynikać z niedostatecznej sieci wsparcia w bieżących zmaganiach. Wejście w nową rolę życiową, zmiana dotychczasowego trybu funkcjonowania i rytmu dnia to czynniki silnie stresogenne. Towarzyszy temu często poczucie osamotnienia; mąż/partner/ojciec dziecka większą część dnia spędza w pracy, podobnie jak koleżanki nie sprawujące aktualnie opieki nad niemowlakiem, te zaś o zbliżonych wyzwaniach – niekoniecznie mieszkają w bliskiej odległości.

Stąd być może wzrastająca popularność blogów macierzyńskich, forów poświęconych tej tematyce czy grup na portalach społecznościowych. 63,4% ankietowanych mam przyznaje, że czas wolny najczęściej spędza w internecie – być może właśnie na wymianie myśli z innymi matkami czy w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące pytania i wątpliwości. 

Są one świetną platformą wymiany informacji, począwszy od skutecznych sposobów na różne dolegliwości zdrowotne, poprzez godne polecenia sklepy czy produkty, po przepisy kulinarne dla opornych dzieci. Często stają się też przestrzenią wzajemnych zwierzeń dotyczących przeżywanych trudności czy frustracji, zwłaszcza dla tych, którym brakuje zaangażowanych powierniczek w świecie realnym. Te internetowe “grupy wsparcia” jednak dość często przeradzają się w pole walki o rację absolutną i rywalizacji w zakresie metod wychowawczych i postępów rozwojowych dzieci. Poszukując wsparcia czy porady możemy uwikłać się w spiralę hejtu.

Grupy na portalu Facebook

Grupy macierzyńskie najczęściej dzielą się wg wieku dzieci (“Mamy dzieci z rocznika 2015”) lub lokalizacji (“Mamy z Warszawy”, “Mamy z Targówka i okolic”). Można uznać to za pierwszy krok w kierunku budowania lokalnych (wirtualnych) społeczności. W dużej mierze koncentrują się one wokół tematów umiejętności dzieci w danym wieku, stosownych prezentów czy – w przypadku grup dzielnicowych – placówek edukacyjnych albo zajęć dodatkowych w okolicy. Rzadko kiedy wymiana przekonań czy informacji miewa kontynuację “na żywo”; mimo wszystko można zobaczyć posty proponujące tego rodzaju inicjatywy (“spaceruję codziennie z dzieckiem po Parku Bródnowskim, może któraś mama mieszka w okolicy i chciałaby dołączyć?”).

73,3% ankietowanych mam przyznaje, że spędza w domu średnią lub dużą ilość czasu. Tylko 16,9% wspomina o częstych spotkań ze znajomymi, podczas gdy około 65% z nich wyraża chęć częstszych kontaktów z innymi ludźmi, a ponad 73% pragnienie nawiązania kontaktów z innymi mamami zamieszkującymi w okolicy.

Paradoksalne pomimo tego, że 88,7% uczestniczek ankiety przyznaje, że towarzystwo innych mam jest dla nich atrakcyjne, jedynie 18% w towarzystwie innych kobiet z dziećmi spędza sporą ilość czasu. W większość z nich na spotkania umawia się telefonicznie, smsowo lub poprzez inne internetowe komunikatory. Warto zastanowić się skąd aż tak znacząca dysproporcja pomiędzy deklarowaną potrzebą a jej realizacją? Oczywiście można tu wspomnieć o odległości jaka dzieli spotykające się osoby, przeszkodach logistycznych czy zdrowotnych (np. obawa przed wzajemnym zarażaniem się małych dzieci). Być może jednak istotnym czynnikiem jest też brak świadomości czy wiedzy, która ze znajomych (lub potencjalnie znajomych mam) w chwili obecnej podziela naszą potrzebę spędzenia czasu w czyimś towarzystwie albo potrzebuje doraźnego wsparcia w realizacji rodzicielskich obowiązków. Blisko 96% ankietowanych mam wyraża gotowość do udzielenia pomocy innym mamom, gdy zaistnieje taka potrzeba.

Wioska lokalna?

Mimo obserwowanej od lat indywidualizacji i koncentrowania wysiłków na własnej rodzinie nuklearnej, wśród kobiet posiadających małe dzieci wciąż silne są wartości kolektywistyczne, determinowane przez swoistą macierzyńską solidarność. W miejsce zorganizowanych wokół macierzyństwa struktur społecznych pojawia się potrzeba budowania sieci relacji i grup tworzonych spontanicznie, w oparciu o bieżące potrzeby, wspólne działania czy bliskość na poziomie podejmowanych aktywności i wyznawanych wartości.  

Jedną z pierwszych inwestycji w rodzicielstwo powinno być budowanie relacji z innymi dorosłymi, którzy mają podobne ideały jak my – podkreśla Agnieszka Stein w książce „Dziecko z bliska”. Poprzez własne działanie na rzecz innych można zatem pokazać dzieciom, że nawet we współczesnym rozpędzonym świecie warto się zatrzymać, rozejrzeć wokół, zauważyć potrzeby tych, których mijamy na co dzień i spróbować – na miarę własnych możliwości – na nie odpowiedzieć. 

Katarzyna Leoniewska

Masz bloga, lubisz pomagać lub po prostu chciałbyś zamieścić u nas swój artykuł?

Napisz na kontakt@amelia.app